Autor: G.
Zostawiłem pracę w Polsce i pojechałem do Londynu. Zdobycie tego, czego szukałem zajęło mi 7 dni. Pora chyba opowiedzieć conieco.
Parę faktów o sytuacji w Polsce: Mamy emigrację specjalistów. Rynek się przez to rozluźnia, konkurencja maleje, miejsc pracy w IT jest aż nadto, pensje pozwalają godnie żyć. To miłe. Ale praca to bardzo duża część życia, więc nic dziwnego, że pracownicy mają więcej wymagań.
Wszyscy wiemy jak wygląda szukanie pracy w Polsce, więc nie będę o tym pisał. A jakie różnice zauważyłem w Londynie?
Po pierwsze, pieniądze. W Polsce o pieniądzach się nie mówi. To wstydliwy temat, poruszany dopiero gdy się przebrnie przez wszystkie inne sprawy. W UK 95% ofert ma jasno podane widełki. Więc jeśli chcę minimum 40 tysięcy a firma mówi o 30-35, to nie marnuję czasu i nie aplikuję do nich. Miłe.
Po drugie, wykształcenie kontra umiejętności. W Polsce pokutuje "wykształcenie kierunkowe". Często pracodawcę bardziej interesuje to, czy ukończyłeś odpowiednią uczelnię/kierunek, niż to co umiesz robić lub jaki potencjał posiadasz. To pewnie pozostałość z czasu socjalizmu, gdy studia były Czymś Wielkim. W UK szuka się ludzi umiejących robić konkretne rzeczy, historia ich edukacji jest tu mniej ważna. Ale zdarzają się oferty pracy dla ludzi po konkretnych uniwersytetach, z adnotacją "absolwenci innych uczelni mogą się nawet nie zgłaszać". Niewiele takich ogłoszeń się widzi, ale są. Jak widać oszołomstwo jest międzynarodowe.
Po trzecie, agencje i agenci rekrutujący (headhunterzy). W Polsce nie musiałem korzystać z pośredników, częściowo dlatego, że wiedziałem do której firmy chcę uderzyć (bo ktoś znajomy tam pracował i sobie chwalił itp.). Mam blade pojęcie o rynku pracy tutaj, więc nie wiem których firm unikać, a do których warto aplikować. A firmy często nie chcę się babrać z natłokiem zgłoszeń. Więc płacą agencji która w ich imieniu szuka odpowiednich kandydatów, wychwytuje tych najbardziej obiecujących i podsyła ich aplikacje do firmy. Agencja dostaje zwykle kasę za każdego wkręconego pracownika. Płaci oczywiście firma, nie pracownik.
Jeśli nie wiesz gdzie dokładnie chcesz trafić, to trzeba skorzystać z agencji. Ale tu pojawia się ten sam problem co z wyborem firmy - agencji jest masa, więc którą wybrać?
Można zdać się na łut szczęścia. Specjaliści IT mogą po prostu przygotować swój profil (CV) i umieścić go na Monsterze, CWJobs czy Reedzie (czy innych podobnych serwisach). Rekruterzy w UK zaczynają zwykle od przeszukania tych serwisów i kontaktują się (zwykle telefonicznie, polska komórka nie jest problemem) z kandydatami. Początek rozmowy jest sztampowy aż do bólu - "cześć, czy rozmawiam z XXX? jaksiemasz? możesz teraz rozmawiać?", potem następuje jakaś prezentacja potencjalnej pracy, zwykle bez podawania szczegółów. Dość często proszą o przesłanie im aktualnego CV (najlepiej .doc), czasem przysyłają jakieś kwestionariusze do wypełnienia i odesłania. Czasem rekruterzy nie składają konkretnej propozycji, a jedynie wciągają do swojej bazy danych "na później".
Rekruterzy to w większości bydło, operujące tak samo jak spamerzy. Idą w ilość, nie jakość. Rozsyłają dziesiątki ofert, często totalnie niedopasowanych do kandydata (określiłem np. pożądane miejsce pracy - Londyn - a i tak dostawałem oferty pracy w Irlandii, Szwajcarii czy równie bezsensownych lokacjach. Ustawiłem typ pracy na "permanent", a dostawałem oferty krótkoterminowych kontraktów.). Potrafią wysłać maila typu "hej, mam robotę, odpisz jak chcesz poznać szczegóły" i milczeć nawet gdy zapytamy o szczegóły. Mogą podczas rozmowy telefonicznej poprosić o adres e-mail w celu przesłania dodatkowych informacji o pracy i nie wysłać żadnego maila...
Współpraca z rekruterami to frustrujące piekło. Nie, to nie twoja wina gdy rekruter nie oddzwania ani nie odpisuje nawet gdy obiecał. Oni tak "pracują".
Możesz samemu zacząć szukać pracy (serwisy na których umieszczasz swoje CV są na ogół też tablicą ogłoszeń dla pracodawców). W większości wypadków i tak zostaniesz wykierowany do jakiegoś rekrutera. Ale jeśli tylko masz możliwość, to uderzaj bezpośrednio do firmy.
Pomijając rekrutera zyskujesz czas. Nie jesteś zdany na jego kaprysy i wydajność (pamiętaj, że rekruter pracuje prawdopodobnie dla kilku firm i szuka ludzi na wiele stanowisk, przetwarzając wiele cefałek - Twoja może zginąć w tłumie). I przede wszystkim - rekruter może nie mieć kompetencji technicznych. I często nie ma. Ludzie którzy mają pojęcie o programowaniu po prostu programują, a nie zajmują się łapaniem innych programistów. Rekruterzy zdają się reagować często tylko na słowa kluczowe wymienione w "zamówieniu" od klienta i występujące w CV kandydata. Jeśli kandydat chwali się np. bardzo dobrą znajomością techonologii "A", a klient szuka kogoś znającego "B", to rekruter odrzuci takie podanie. Bo nie wie np. że "A" używa się tylko w połączeniu z "B", więc kandydat musiał się z tym zetknąć.
Dużo większe szanse masz dążąc do kontaktu z pracownikiem technicznym, którymś z programistów czy projektantów w danej firmie. Oni po prostu rozumieją o czym mówisz. Jeśli jednak jesteś skazany na rekruterów, to chwaląc się umiejętnościami wymieniaj wszystko. Jak najwięcej marketingowych skrótów i nazw technologii. Zalej ich technicznym słownictwem. Nieważne, że tylko parę z nich to duże technologie, a reszta to drobiazgi takie jak np. JNDI. Możesz nawet wymieniać abstrakcyjne pojęcia, jak OOP, AOP, IOC, DI. Wiedza techniczna rekruterów jest często żenująca, ale to oni decydują o wysłaniu Twojego CV do jakiejś firmy. Dla osób nietechnicznych: wyobraźcie sobie, że mówicie np. "Bardzo dobrze znam język niemiecki, od pięciu lat zajmuję się tłumaczeniami technicznymi.". A rekruter na to "a w ciągu tych pięciu lat, jak długo miał pan kontakt z gramatyką?". To dobra przenośnia rozmowy informatyka z rekruterem :)
Kontaktowała się ze mną masa rekruterów i tuziny agencji. Dno. I w całej tej beznadziei odezwał się do mnie jeden sensowny facet. Tak niepodobny do reszty rekruterów, rozumiejący o czym mówię, nie polegający na zaspamowaniu jak największej liczby ludzi. Miałem wiele szczęścia, że na niego trafiłem. Pewnie na 100 rekruterów jest tylko paru takich :)
Byłem wtedy jeszcze w Polsce. Zadzwonił. Obiecał wysłać maila. Wysłał jeszcze tego samego dnia. Zaklepał rozmowę w jednej firmie (nazwijmy ją "X"), ustawiliśmy datę na dzień po moim planowanym przylocie. Po paru dniach podesłał mi jeszcze ofertę innej firmy, i zapytał czy ma spróbować umówić mnie też u nich. Zgodziłem się (ale nie chwycili przynęty).
Próbowałem zaklepać też inne oferty na własną rękę, ale bez większych efektów.
Zaaplikowałem przez serwis pośredniczący do firmy, w której L. pracowała w ostatnie wakacje (nazwijmy tę firmę "Y"). Aplikacja została odrzucona. L. dała mi maila do samej firmy i jeszcze raz wysłałem zgłoszenie. Tym razem "Y" zaprosił mnie na rozmowę. I właśnie dlatego należy uderzać do źródła gdy to tylko możliwe.
Po przylocie do UK udałem się na zaklepaną przez mojego Ulubionego Rekrutera rozmowę. Ponad godzina luźnej rozmowy o tworzeniu oprogramowania, trochę na zasadzie "wyobraź sobie, że masz takie zadanie. Jak je rozwiążesz, jakie widzisz problemy?". Takie sprawdzanie w jaki sposób podchodzisz do problemów, jak myślisz. Firma "X" zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie - nowe technologie, dobra metodologia pracy, lukratywny rynek,
Następnego dnia miałem rozmowę w firmie, do której sam wysłałem aplikację ("Y"). Parę kartek z kodem do przeanalizowania i luźna rozmowa. Duuużo łatwiejsza od tej porzedniej. Godzinkę chyba zajęła.
Tego samego dnia kontynuowałem rozmowy w firmie "X". Kolejny etap, tym razem 2h wspólnego kodowania z jednych z ich najlepszych ludzi (jak mi potem powiedział mój Ulubiony Rekruter, programista który mnie maglował należy do górnych paru procent profesjonalistów w Londynie). Po wszystkim czułem się jak przepuszczony przez maszynkę do mięsa i zdołowany. BTW, facet pracuje na Ubuntu :)
Potem nadszedł weekend. Po weekendzie poniedziałek.
W poniedziałek postanowiłem uaktualnić swoje dane w CV na serwerach i podać londyński adres oraz londyński numer telefoniczny. I się zaczęło.
Po pół godzinie zaczął dzwonić telefon. Jakiś rekruter. Po 10 minutach rozmowy odkładam telefon, a on znowu dzwoni. Kolejny rekruter. I następny. Po zakończeniu którejś rozmowy telefon mówi mi, że w czasie gdy rozmawiałem dwie inne osoby nagrały mi się na skrzynkę. Oprócz telefonów zacząłem dostawać też masę ofert mailowych. W ciągu dnia ponad 20 rekruterów kontaktowało się ze mną telefonicznie, paru wysłało maile. Do tych którzy nagrali się na voicemail nie oddzwaniałem, bo nie miałem czasu.
We wtorek powtórka z rozrywki.
Z podanym londyńskim adresem dostałem w jeden dzień więcej zgłoszeń, niż w Polsce w ciągu dwóch miesięcy. Moja rada: jeśli planujesz wyjechać z kraju, to podawaj od razu jakiś adres zagraniczny. A potem mów, że będziesz dostępny dopiero od dnia tego i tego. Nie wiem dlaczego nie przyszło mi wcześniej do głowy, że rekruterzy szukając kandydatów w Londynie będą oczywiście na ogół zawężać kryteria wyszukiwarki do osób z londyńskim adresem... Co prawda większość rekruterów szuka ludzi na "od zaraz", ale mogą zgodzić się trochę poczekać. W końcu w UK programiści też często są związani okresami wypowiedzenia i nie mogą zacząć od zaraz.
We wtorek miałem też ostateczną rozmowę w firmie "X". Spotkałem się z Głównym Szefem, który zapytał mnie jakie mam teraz oczekiwania finansowe. Wiedziałem, że firma szuka kogoś za 32-37k funtów, więc powiedziałem, że byłbym zadowolony dostając 30k, przy czym przeliczyłem sobie koszty życia, podatki itp., i wychodzi mi, że na samo przeżycie wystarczy mi 28k. I że byłbym gotów dla nich zejść do tej ceny.
Wyjaśnienie: standardowa stawka dla studenta w mojej specjalności to do 20k. Absolwent który cokolwiek umie nie pracuje już za takie pieniądze, celuje raczej w 20-25k. Junior, czyli ktoś kto ma trochę doświadczenia (jak ja) dostaje 25-30k, w zależności od umiejętności (wielu rekruterów mówiło mi, że na 30k szansy raczej nie mam, bo mam za mało lat doświadczenia. Takim ćwokom patrzącym tylko na miesiące doświadczenia a nie na umiejętności można od razu podziękować, do niczego się nie przydadzą. Oferty powyżej 30k są już z gatunku tych rzadszych, bo przy 35k zaczyna się głodowa stawka dla seniora, czyli starszego programisty (i ciągnie pewnie gdzieś w okolice 40-50k, gdzie zaczynają się już płace ekspertów, ciągnące się duuużo wyżej (ale gdy jest się już w segmencie seniora, to można zerwać ze stałym zatrudnieniem i przejść na lukratywne kontrakty). Aha, wszystkie stawki są liczone w skali roku, brutto.
A potem boss nieoczekiwanie poprosił jeszcze drugiego topowego programistę żeby mnie przemaglował. Trwało to pół godziny i nie przemieliło mnie tak bardzo, aczkolwiek też wymęczyło.
Drugiego dnia czekałem na odpowiedź. Mój Ulubiony Rekruter miał ją w swojej skrzynce e-mail, ale nie mógł odczytać, bo serwer pocztowy w ich agencji padł poprzedniego dnia i jeszcze go nie naprawili. Więc próbował cały dzień dodzwonić się do Bossa. A ja obgryzałem paznokcie.
W międzyczasie dzwonili oczywiście inni rekruterzy. W tym np. nieprzyjemny pan z jakiegoś wypasionego banku, który chciał bym przyszedł do nich na rozmowę. Odpowiedziałem, że czekam na odpowiedź z "X". Pan odrzekł, żebym ich puścił kantem i przyszedł do nich, a dadzą mi przynajmniej 5k więcej. Odmówiłem. Zatkało go. Zapytałem potem mojego Ulubionego Rekrutera o ten bank i usłyszałem, że to typowe dla nich - podkupują ludzi i uważają, że wszystko im wolno bo są duzi. I że każdy chce dla nich pracować, bo są cholernie znani. Well, ja o nich nie słyszałem i odmówiłem bez problemu :)
Dzwonił też pan z RH. Praca przy supporcie JBossa. Też przynajmniej 35k na start, dużo OpenSource, kupa Linuksa, dużo wyjazdów. Odmówiłem ze względu na lokację (dojazd by mi dużo czasu zabierał), ale robiłem to z żalem.
Miałem też ofertę z pewnej zarąbiście prezentującej się firmy - masa technologi przeróżnych, nacisk na OpenSource, nie produkują niczego(!) ani nie siedzą w jednej branży(!), za to robią research i eksperymentalne projekty dla swoich klientów - takich jak np. Microsoft :) Przypominali mi trochę Google, ale bez własnego produktu. Ale nie chciałem w to wchodzić bez odpowiedzi z "X".
W końcu dotarła do mnie odpowiedź z "X". Biorą mnie. Wszyscy którzy mnie przesłuchiwali głosowali "za", a Pan Ekspert co to mnie 2h męczył przy klawiaturze (i z którym miałem "drobne nieporozumienie" przy tym, ale o tym może kiedy indziej) ponoć nawet wysłał maila z dodatkową rekomendacją mojej osoby. Dostanę 30k, tak jak chciałem. Minął równo tydzień od mojego przylotu. To chyba dobry wynik :)
Niedługo potem "Y" się odezwało. Babeczka z HR napisała mi, że jeszcze rozważają moją kandydaturę, a ona w międzyczasie by chciała wiedzieć, ile chciałbym zarabiać. Wszystko w tonie "no jeszcze nie wiemy czy cię wziąć" z delikatną sugestią, że pewnie nie dostanę za dużej kasy. No to odpisałem, że pytanie o kasę jest już nieaktualne, bo "X" mnie wzięli, ale celowałem w segment 30k i tyle też dostałem.
Odpisała dość szybko, że źle ją zrozumiałem, że przez "rozważanie kandydatury" miała na myśli to, że tylko czekała na podpisy szefów pod akceptacją, ale już ją ma. I czy podpisałem już coś z "X"? Bo jeśli jeszcze nic nie podpisałem, to ona mi proponuje zaczęcie u nich od zaraz, i da 32k.
Odpowiedziałem, że może się cmoknąć. Oczywiście ładniej to ubrałem w słowa :)
Sądzę, że gdyby chodziło tylko o pieniądze, to mógłbym znaleźć oferty za większą kasę - 35k wydaje się osiągalne.
Ważne:
to powiedz, jesli mozesz oczywiscie :) w czym programujesz i jaki masz stopien zaawansowania :) pytam zupelnie z ciekawosci
Gratulacje :)
Brawo! I dobry artykuł, naprawdę? Jaka jest Twoja specjalność?
Moja specjalność... Hmm, najpopularniejsze określenie w UK to "server-side Java". A w moim wypadku to tzw. "core Java" plus kontenery aplikacji, servlety, webowe frameworki MVC i templating engines, JSP, ORM. Nie zajmuję się aplikacjami GUI, appletami ani pisaniem stron (HTML/Javascript interesuje mnie w ograniczonym zakresie, bo to zadanie dla designerów frontendów).
Stopień zaawansowania: junior :)
Dzięki za informacje, które umieszczacie na blogu. Brakuje mi jednej małej rzeczy - jakie podatki (i inne opłaty) płacicie? Ile netto zostaje z tego brutto? Dzięki.
@Caka: Może pokażemy tu coś w rodzaju rozliczenia miesięcznego, ale nie teraz. Najbardziej reprezentatywne dane będziemy mieć dopiero po paru miesiącach -- jak to po przeprowadzce. Jeszcze się nam styl życia nie unormował i nie dostaliśmy wszystkich rachunków. Sam jestem ciekaw ile pieniędzy zejdzie na podatki, ile na opłaty, ile na jedzenie i ogólne "życie"...
Niezły tekst. Gratuluję znalezienia dobrej pracy -- "nieźle Cię wyprostowaliśmy" w NE ;)
@PrzemekW: oj nieźle, nieźle. Wystarczyło NE w CV by zainteresował się mną RH, Lehman Brothers, Accenture... Przed NE nie miałem takiego wzięcia ;)
I jak tam sie uklada informatykowi po paru miesiacach? :)
Jak to w koncu wychodzi "na reke"?